O firmie Jays słyszał już chyba każdy słuchawkowy maniak w naszym pięknym kraju, a jeśli nie to powinien się z nią zapoznać!
Jays to słuchawki rodem ze Szwecji. Firma założona w 2006 roku, w 2007 roku zaczęła produkcję. Od samego początku Jays przykuł uwagę odbiorców na całym świecie. Zdobył ogromne uznanie w świecie słuchawkowym, otrzymując wiele różnych nagród zachodnich recenzentów.
Produkty wychodzące z pod ich ręki są zawsze czymś nowym, czymś zaskakującym i oryginalnym. W obecnych czasach, gdy dla większości producentów liczą się tylko pieniądze, Jays nie decyduje się na rozwiązania w postaci OEMów. Słuchawki są konstrukcyjnie przemyślane i zaprojektowane do ostatniego szczegółu. Dlatego każdy model zaprojektowany w szwedzkiej manufakturze wyróżnia się czymś unikalnym, jednocześnie zachowując pewien styl i pewną ciągłość prezentacji muzycznej. Taka właśnie jest filozofia firmy, która pozwoliła jej zaistnieć w świecie słuchawkowego chaosu. Wydaje się, że Jays szło za modą w kierunku słuchawek z przetwornikami armaturowymi. W ich ofercie były dostępne cztery modele słuchawek dokanałowych w tym tylko jeden model z przetwornikiem dynamicznym. Do tej pory jednak szwedzkie jays’y uchodziły za produkty o niskim stosunku jakości do ceny (oczywiście, gdy mówimy o poziomie prezentowanego brzmienia na tle konkurencji). Q-jays i d-jays były z powodzeniem “pokonywane” pod względem brzmienia przez inne sporo tańsze słuchawki. Jays postanowiło rozwiązać ten problem z pomocą nowych dwóch serii. Najnowsze dzieła w postaci serii A oraz T miały pokazać, że można zrobić słuchawki tanio i dobrze. Pytacie się pewnie czy im się udało. Odpowiem Wam od razu na początku naszej małej recenzji – Tak!
Do naszej redakcji trafiły wszystkie modele słuchawek z przetwornikami dynamicznymi (membranami. A-jays one, A-two, A-three, T-jays one, T-two, T-three (zwanych dalej dla uproszczenia A1, A2, A3, T1, T2 i T3) oraz starszy model j-jays. W naszej recenzji postaram się przybliżyć każdy model z osobna, przedstawić różnice pomiędzy nimi, przedstawić je na tle konkurencji wydać ocenę i ostatecznie udowodnić że czasem tanio nie znaczy źle.
Na wstępie warto podkreślić że wszystkie nowe modele mają ze sobą wiele wspólnego – od pudełek, wyposażenia, po wygląd i pewien ogólny sposób prezentacji dźwięku. Jesteście jednak w błędzie myśląc, że skoro słuchawki wyglądają tak samo to grają tak samo – ale do tego dojdziemy później.
Seria A posiada: płaski kabel chroniący przed efektem mikrofonowym, okrągła obudowę z płaskim tyłem, wtyk iphone ready.
Seria T posiada: obudowę o ergonomicznym kształcie, cienki gumowany kabel oraz siedemdziesięciocentymetrową przedłużkę kabla.
Opakowania, w jakich dostajemy słuchawki, są oryginalne i pomysłowe. Jedynym ich mankamentem jest sposób otwierania – bez płaskiego śrubokrętu się nie obejdzie. Gdy już jednak otworzymy pudełko nie będziemy mieli problemu z ponownym jego otwarciem.
Co dostajemy w komplecie ze słuchawkami?

W serii A1 i T1 będą to same słuchawki i nakładki silikonowe w pięciu rozmiarach. Cała seria T wyposażona jest dodatkowo w typową dla wyższych modeli przedłużkę do kabla. Słuchawki z serii one wykończone są w czarnym plastiku
W serii A2 i T2 dostajemy dodatkowo przejściówkę do samolotu oraz rozdzielacz sygnału, który umożliwi nam słuchanie na dwóch parach słuchawek jednocześnie.
Słuchawki z serii two wykończone są czarnym lśniącym lakierem typu piano-black.
W serii A3 i T3 zawarty jest komplet, czyli: silikony, przejściówki oraz futerał. Słuchawki serii three wykończone są miękką gumą, dzięki czemu można je pewniej chwycić. Wyglądają również bardziej poważnie.

I to z grubsza tyle jeśli chodzi o wyposażenie. Wyposażenie w modelach one jest skromne, wręcz zerowe, O ile w bardzo tanich A1 jest to usprawiedliwione, o tyle w trzy razy droższych T1 jest to właściwie nie do pomyślenia. Widziałbym więc z przyjemnością opcje dokupienia np. futerału czy innych akcesoriów za też niezbyt wygórowaną opłatą. Choć w moim odczuciu cała seria T z racji swojego położenia na “półce” cenowej powinna mieć pełne wyposażenie.
Wygoda, niestety jest na poziomie dość średnim. Zarówno A jak i T nie są słuchawkami wygodnymi dla mojego ucha, co zdaje się być dziwne w przypadku serii T, która przecież według producenta “ma być tak wygodna że umożliwi wam zaśnięcie ze słuchawkami w uszach”. Przyznam się, że spać w nich nie próbowałem, ale jeśli podczas normalnego użytkowania w ciągu dnia słuchawki są niewygodne to czemu miałyby być wygodne w nocy?
Być może dla innych okażą się być słuchawkami bardzo wygodnymi, dla mnie natomiast takimi nie są. Zarówno A jak i T można z powodzeniem nosić over-the-ear. Efekt mikrofonowy jest na poziomie niskim.
Izolacja to niestety kolejna rzecz, na którą muszę ponarzekać. Izolacja jest słaba, na comply oczywiście trochę lepsza. Być może jestem rozpieszczony przez słuchawki, które izolują na przyzwoitym poziomie, a przynajmniej na poziomie wyższym niż jays. Co najśmieszniejsze Jays podaje poziom izolacji w swoich słuchawkach na poziomie (uwaga) 40dB! Dobry chwyt marketingowy, zważywszy na to, że izolacja słuchawek customowych kończy się na poziomie 26dB.
Czas najwyższy przejść do dźwięku zaczniemy od najniższego modelu A-jays one.
Na dobrą sprawę o A1 mógłbym pisać i pisać. Te jakże niepozorne słuchawki zaskakują swoim brzmieniem oraz, a właściwie w szczególności, ceną.
Zaraz po wyjęciu z pudełka, grają wręcz potężnym dźwiękiem i zapowiadają, że najlepsze jeszcze przed nami. Po kilku godzinach wygrzewania słuchawki się lekko uspokajają, co wychodzi im na dobre. Bas otrzymuje nieco lepszą kontrolę, wysokie przestają być tak krzykliwe i dzięki temu przyjemniej się ich słucha.
A1 od pierwszego momentu chwalą się basem, który jest, co tu dużo mówić, bardzo dobry – jest go sporo, schodzi dość nisko, ma bardzo dobrą fakturę i szybkość. Momentami brakuje go na samym dole, natomiast w midbasie ma się lepiej niż dobrze. Bas w A1 podkolorowuje lekko tony średnie, dlatego wokale brzmią dość ciepło, ale wciąż naturalnie. Średnie tony są lekko wycofane, brakuje im też czystości i szczegółowości, ale nie wymagajmy cudów od słuchawek za 99zł.
Wysokie tony są najlepsze w swojej klasie. Kupując słuchawki tanie, zazwyczaj dostajemy produkt grający głównie basem (a właściwie midbasem) i nikłą ilością tonów wysokich. A1 dostarcza nam “fun” w czystej postaci, nie zapominając o najwyższych pasmach. Wysokie tony są szczegółowe i pozwalają nam usłyszeć wszystkie uderzenia w talerz perkusji. Na ilości wysokich tonów korzysta także scena, która jest również niespotykana w tej cenie. Scena jest spora jeśli chodzi o szerokość i równie głęboka. Nie powiem, że scena jest ogromna, bo to była by przesada, ale naprawdę nie ma na co narzekać. Słuchając muzyki nie odnosi się wrażenia by wokale były w jakiś sposób zblokowane czy ograniczone.
A1 na tle konkurencji wypada bardzo bardzo dobrze. To, że deklasuje tanie produkty pokroju ep-630 nie ulega wątpliwości. Słuchawki takie jak MEe2 czy MEe9 nie mają również najmniejszych szans w pojedynku z A1. Ich rozpasany bas i aż nazbyt wyeksponowane wysokie powodują spore braki w paśmie tonów średnich. Pójdźmy więc dalej. A1 może stanowić bezpośrednią konkurencję dla NuForce NE-6 – tak NE-6! Jest to podobna jakość dźwięku. A1 grają, wydaje mi się, delikatniejszym basem w mniejszej ilości i ze zdecydowanie większą ilością wysokich tonów. Jednoznacznie A1 Ne-6 nie pokonają, ale będą od NE-6 bardziej uniwersalne.
Podsumowując A1 to świetne słuchawki, które mają niesamowity stosunek jakości do ceny. Grają dźwiękiem spójnym i przystępnym. Pasmo przenoszenia jest więcej niż zadowalające. Słuchawki stawiają na fun i przyjemność ze słuchania muzyki. Nie są może sonicznie doskonałe, ale jeszcze raz podkreślę, że rozmawiamy o słuchawkach za 100zł! A1 czują się świetnie w większości gatunków muzycznych, co czyni je bardzo uniwersalnymi. Najlepiej jednak wypada rock – z racji podbitego
basu i wysokich tonów (choć w tym gatunku brakuje im troszkę szczegółowości), w kawałkach akustycznych – niewątpliwie chyba najlepszy gatunek dla tych słuchawek – wybrzmiewanie gitary akustycznej jest wręcz realne. Rap kolejny gatunek w którym A1 sprawdzą się doskonale. Jazz może się okazać dobrym wyborem, choć wokale damskie potrafią brzmieć męsko, to A1 oddają w pełni klimat muzyki. O dziwo w utworach klasycznych również A1 czują się dobrze.
Werdykt: najlepsze słuchawki w tej klasie!
Kolejnym recenzowanym modelem są A2.
A2 po wyjęciu z pudełka wywiera równie ogromne wrażenie co młodszy brat. Wygrzewanie łagodzi
krzykliwe wysokie tony już po paru godzinach.
Ponownie bas gra pierwsze skrzypce. Bas w A2 jest niesamowity. Jest go bardzo dużo, wibruje z niesamowitą energią. Jednocześnie jest bardzo czysty. Ale co najważniejsze bas dokładnie wie gdzie i kiedy skończyć wybrzmiewać. Dzięki temu nie cierpią wokale. A2 grają jakby miały wbudowany osobny subwoofer. Kontrabas brzmi tak jakby był zaraz przy naszym uchu. Perkusja ma świetny wykop, gitary odpowiedni drive. Niestety po pewnym czasie słuchania bas może się przejeść i zacząć męczyć. Wokale brzmią naturalnie, z mniejszym podkolorowaniem niż A1. Średnie tony nie są schowane, nie brakuje im szczegółowości i bezpośredniości. Średnie są czyste i jak to za oceanem mówią “crisp”. Wysokie są bardzo dobre. Szczegółowe i ładnie wybrzmiewaj. Instrumenty takie jak skrzypce i perkusja brzmią naturalnie. A2 posiadają znacznie lepszą szczegółowość niż A1. Scena A2 jest również większa niż w przypadku A1, wszystko jest jakby bardziej poukładane i ma swoje miejsce, nie zachodzi na siebie.
Konkurencja? …brak? NE-6 nie mogą konkurować, bo ich bas jest zbyt rozlazły, ich kolorowanie wokali przy A2 jest nienaturalne, ich brak wysokich tonów i brak czystości brzmienia powoduje, że z A2 przegrywają. Eterny czy Silver Bulety mogłyby faktycznie z nimi konkurować, ale te mają bardziej nachalny bas i bardziej podkolorowane wokale. Wydaje mi się że musielibyśmy poszukać w słuchawkach dużo droższych być może nawet 4-5 razy droższych takich jak Sennheiser IE6 czy IE7.
Podsumowanie: Świetne słuchawki za nieprzyzwoicie niską cenę. Spora porcja basu (tylko dla basolubów), czyste wokale, spora porcja wysokich tonów stanowią wizytówkę szwedzkich A2. Słuchawki sprawują się niesamowicie w rocku, metalu gdzie drive jest niezbędny. Rapie gdzie “
tłusty” bas jest podstawą, jak również popie gdzie wysokie tony są równie potrzebne co bas. Jazz wydaje się mieć zbyt podbity bas, jeśli ktoś lubi wibrowanie struny kontrabasu przy uchu będzie zadowolony, podobnie rzecz się ma w klasykach. Kawałki akustyczne mogą się podobać lub nie – świetna szczegółowość daje przyjemność ze słuchania, jednak nie wszystkim może się podobać podkolorowana i ciepła gitara akustyczna.
Werdykt: lepsze od A1 – a więc wybitny zawodnik za super niską cenę!
Został nam ostatni model z serii A, czyli A-jays three.
Na wstępie pragnę zaznaczyć że do A3 warto zakupić pianki Comply.
Na silikonach może dopaść nas spora sybiliazacja, która może odebrać przyjemność ze słuchania muzyki.
Jednak postaram się opisać brzmienie A3 na obu rodzajach tipsów.
Wspomniane już silikony czynią brzmienie A3 bardzo jaskrawym. W pierwszym momencie w uszy rzuca się potężna porcja wysokich tonów, które są sykliwe i ostre. Wszystkie głoski “s” “c” “cz” oraz “sz” są przeartykułowane. Jednak talerze perkusji zyskują dzięki temu na czystości i jakości. Wybrzmiewają najlepiej ze wszystkich trzech modeli serii A. W drugim momencie słyszymy bas, który jest podany w sporej ilości. Jest go mniej niż w A2 i w podobnej ilości co A1. Jest szybszy i dokładniejszy. Wspomniane wokale ucierpiały na ogólnych zabiegach dokonanych w A3. Średnie tony, jednak, są równie szczegółowe co w A2, a więc ich jakość jest bardzo dobra.
Scena na silikonach jest spora, aczkolwiek ogólne odczucie sprawia, że scena jest gorsza niż w A2. Wszystko jest zbyt zbite i za mało jest w dźwięku powietrza.
Na Comply wszystko się drastycznie zmienia.
Największa zmiana następuje w tonach wysokich, które się uspokajają. Sybilizacja znika zupełnie. Bas zmniejsza swoją ilość w paśmie midbasu, a jednocześnie rozszerza swoje pasmo w dół. Bas dzięki temu jest już zupełnie na miejscu i trzymany ostro w ryzach oraz bardziej szczegółowy. Pianki nie ujmują mu jednak faktury. Wokale są lekko wycofane, ale niesamowicie czyste. Wysokie tony z racji uspokojenia wydają się grać czyściej i z lepszą jakością.
Scena zrobiła się bardzo szeroka, bez barier dla żadnego z dźwięków. Wokale rozchodzą się w przestrzeni bez żadnych przeszkód.
Konkurencja – bezpośrednio AKG K370. A3 mogą stanowić również alternatywę dla Audeo, jeśli komuś brakuje w Phonakach basu. Ponadto wydają się grać równiej i naturalniej od produktów Fischer Audio.
Podumowanie: Świetne słuchawki,
z klasowym brzmieniem, ale jeśli tylko możecie słuchajcie ich na piankach Comply. Genialnie odnajdują się w większości słuchanych gatunków, są więc bardzo uniwersalne. Posiadają naprawdę szerokie pasmo przenoszenia dzięki temu w swojej cenie nie mają konkurencji. Mimo to nie są aż takim zaskoczeniem co A1 i A2.
Werdykt: Na silikonach trochę za jasne i zbyt ostre. Na comply całkiem dobre słuchawki. Liczyłem na coś więcej. Dla osób szukających raczej naturalniejszego brzmienia.
Powinniśmy teraz przejść, jak pewnie się spodziewacie, do T-jaysów. Jednak zanim to nastąpi opiszę J-jays, a dlaczego? Zaraz się dowiecie.
Powód, dla którego zdecydowałem się opisać j-jays pomiędzy A i T, jest prosty. Tak, mniej więcej te słuchawki
plasują się w moim mniemaniu, jeśli chodzi o jakość dźwięku i ich ogólnie pojętą “klasę”.
J-jaysy na rynku są już dość długo. Ponieważ pochodzą jeszcze ze starej serii dostajemy je w opakowaniach starego typu. Z pełnym kompletem gumek oraz futerałem (tak – tym genialnym futerałem wyłożonym zielonym futerkiem!).
Wykonanie j-jays jest dobre, choć wejście kabla do słuchawek sprawia wrażenie delikatnego. Brakuje mi również pozłacanego wtyku.
Zarówno izolacja jak i wygoda jest bardzo bardzo dobra. Oba te czynniki stoją na wyższym poziomie niż w nowych seriach.
Dźwięk j-jays’ów jest bardzo dobry. Ilość basu jest spora, ale jest to bas szybki, punktowy – bez rozlewania się na midbasy i wokale. Świetnie się sprawdza w rocku. Wokale są jasne brakuje im trochę życia, wypełnienia i ciepła. J-jaysom brakuje również szczegółowości na tonach średnich, szczególnie gdy utwór jest “gęsty”. Wysokie tony są dobre, nie można im zarzucić poważniejszych wad. Są nieco szeleszczące, ale nie produkują sybiliantów. Przydałaby się im większa szczegółowość i mogłyby mieć trochę dalej rozciągnięte pasmo. Scenie nie można nic zarzucić, jest dość szeroka, bez głęboko zakreślonych planów.
Podsumowanie: Plasują się moim zdaniem dokładnie pomiędzy A i T. Brzmienie jest bardziej spójne niż w A1 i A2, ugładzone, bez kolorowania. Bas jest szybszy i dokładniejszy. A3 już jednak prześcigają brzmieniem J-jays.
Werdykt: Trochę za małe pasmo przenoszenia. Lepsza wygoda i izolacja niż w A i T. Całkiem dobre słuchawki jak na swoją cenę, jeśli szukacie czegoś bardziej energicznego bierzcie A3.
Przejdźmy więc do serii T i modelu T1.
Dźwięk T1, o dziwo, okazuje się dość spójny i równy. Zaraz po wyjęciu z pudełka gra os
trymi wysokimi, które uspokajają się po pewnym czasie.
Bas jest spokojny, pomimo że jest go dużo. Zachodzi niestety na inne pasma, jest minimalnie zbyt wyeksponowany i rozlewający. Schodzi dość nisko. Midbasowi nie brakuje wypełnienia. Średnie tony są bezpośrednie, brakuje im trochę szczegółowości w wyższych partiach. Wokale są bliskie, a damskie wokale brzmią naturalnie. Wysokie są obecne w sporej ilości i ładnie wyeksponowane. Przypominają trochę te z modelu A3 słuchanych na comply.
Scena nie jest szeroka. Nie jest też wybitnie głęboka. Odwzorowanie jest poprawne.
Gdy T1 mają konkurować z innymi słuchawkami niewątpliwie te tańsze jak NE-6 pozostają w tyle. AKG K370 także nie
będą stanowić konkurencji ze względu na swoje zbyt podkreślone wysokie, które w T1 wydają się być bardziej naturalne. T1 bezpośrednio konkurują z Eternami, do których brzmienie mają bardzo zbliżone.
Podsumowanie: Słuchawki grające po prostu poprawnie, ciepło i relaksująco. Mają bardzo skromne wyposażenie, za sporą cenę. Sprawują się dobrze w popie, w spokojnym rocku.
Werdykt: Za mało za za dużo. Pozostawiają pewien niedosyt.
Teraz czas na T2, które okazują się być słuchawkami zgoła innymi od T1, czym pozytywnie zaskakują.
Dźwięk T2 jest również spokojny, ale jest bardziej koherentny.
Bas ma więcej życia niż T1, szczególnie niski bas ma świetny wykop i dobrą fakturę. Bas podoba mi się dużo bardziej niż w ten z niższego modelu. Midbasy są delikatnie cofnięte niestety wraz z wokalami. Jednak T2 mają więcej wysokich i wyższej średnicy. Dzięki temu ogólne brzmienie jest czystsze, a talerze perkusji brzmią zdecydowanie lepiej. Scena jest świetna. Słuchawki grają w głąb, jednocześnie szeroko i ze świetną holografią.
W przypadku T2 trudno mi znaleźć konkurencję. T2 zdecydowanie bliżej do Etern niż do czegokolwiek innego. AKG K370 przeskakują basem, prezentacją i holografią, ale dla niektórych mogą mieć za mało wysokich. Prezentują sobą coś nowego, mają swój styl, który w niektórych przypadkach trudno będzie przebić.
Podsumowanie: Ponownie jest problem, słuchawki graj
ą niewątpliwie lepiej niż T1 odnajdują się w wielu gatunkach. W rocku mają świetny drive. W spokojnym rocku prezentują świetną szczegółowość, ciepło i bliskość. W jazzie imponują sceną. W popie urzekają wokalami i nasyceniem basów. Będą też dobrym wyborem dla osób, które lubią granie basem, szukają brzmienia ciepłego i spokojnego, ale spójnego.
Werdykt: Słuchawki, które prezentują sobą naprawdę dużo, ale cały czas wydaje mi się, że ich cena jest niczym nieusprawiedliwiona.
I tak dobrnęliście moi drodzy do ostatniego recenzowanego przez nas modelu – T3
Dźwięk jays T3 jest najrówniejszy spośród T-jaysów. Zaraz po wyjęciu z pudełka grają bardzo dziwnie. Brakuje im wszystkiego. Grają basem i bardzo zmulonym dźwiękiem. Kilkanaście godzin zmienia te słuchawki nie do poznania.
T3 grają spokojnie bez narzucania się. Nie ma w nich tego młodzieńczego zapału prezentowanego przez serię A.
Bas jest spokojny, pomimo że jest go sporo. Nie zachodzi na inne pasma. Schodzi dość nisko. Midbasowi nie brakuje wypełnienia. Średnie tony są wycofane, w tym także wokale. Wysokie są obecne i w T3 mają się dobrze, choć mogło by ich być więcej na samym końcu pasma. Ogólna szczegółowość słuchawek jest dobra, nie brakuje im detali w żadnym z pasm.
Scena nie jest bardzo szeroka. Słuchawki za to prezentują bardzo dobrą holografię i świetną głębię. Pozycjonowanie instrumentów nie stanowi żadnego problemu. Perkusja “kopie” z odpowiedniego dystansu.
Konkurencję bardzo trudno mi określić, zważywszy na to, że brzmienie jest zbliżone do NE-6 tylko bardziej ugładzone z mniejszym basem. Etery, natomiast, grają żwawiej. Silver Bullety prezentują szersze pasmo przenoszenia, szczególnie na samym końcu pasma. AKG K370 także posiadają szersze pasmo przenoszenia, choć ich wysokie oraz komfort użytkowania są zdecydowanie gorsze.
Podsumowanie: Jest mi niezwykle trudno podsumować te słuchawki. Grają ugładzonym, spokojnym i niemęczącym dźwiękiem. Sprawują się
dobrze w popie, w spokojnym rocku, do metalu brakuje im drive’u. Bardzo fajny klimat trzymają w jazzie. Chciałbym podtrzymać zdanie, że są to mini IE8. Słuchawki te grają zbliżonym do siebie dźwiękiem, charakteryzują się podobną holografią i ciepłem. IE8 mają jednak więcej basu i samo brzmienie jest lepsze jednak jego charakter pozostaje ten sam.
Werdykt: Dobre słuchawki dla osób lubiących spokój i relaksujące brzmienie. Mini IE8. Raczej do chłodniejszych playerów
Podsumowując całą recenzję. Nowe modele firmy Jays są naprawdę dobre. Wszystkie idealnie wpisują się w ogólny charakter brzmienia, które od początku Jays chce nam prezentować. Nowe serie są spójne między sobą. Pomimo że różnice pomiędzy poszczególnymi modelami są spore, słychać pewną wspólną tendencje w prezentacji dźwięku. Krótko charakteryzując i uogólniając A i T-jays mogę powiedzieć, że ich brzmienie jest ciepłe, przyjemne i spójne. A-jays pokazują duży pazur, grają z werwą i życiem. T-jays są zdecydowanie bardziej dojrzałą serią – ugładzoną, spokojna i ciepłą, ale wciąż z pewną dozą zacięcia w graniu.
Osobiście typuje słuchawki A1 i A2 jako te o najlepszym stosunku cena jakość, z nieco większym naciskiem na A2. Serii T nie wróżę wielkiego powodzenia w naszym kraju, ponieważ słuchawki te są zbyt drogie, a w swojej klasie nie zaskakują. Gdybym miał jednak wybrać, któreś byłyby to T2 ze względu na największe pasmo przenoszenia, i najwięcej życia w prezentowanym dźwięku.
Niemniej jednak, przez te kilka dni obcowania z jaysami spodobał mi się ich sposób podawania dźwięku. Szwedzi pokazali, że można tanio i dobrze, zawiesili naprawdę wysoko poprzeczkę dla innych producentów, czekamy więc z niecierpliwością na ich odpowiedź.
Podziękowania dla SonusMobile za użyczenie sprzętu.



witam
1/chcę zapytać o model A3 – czy one mają zabudowany tył czy jest tam otwór – chodzi mi nie o dźwięk tylko o obudowę – w A2 widzę na foto że jest tam coś matowego ale w A3 widzę brak tylnej ścianki
2/czy ten płaski kabel jest wygodny? obciera? uwiera? i jak eliminuje efekt mikrofonowy?
3/co to jest: wtyk iphone ready?
4/”A jak i T nie są słuchawkami wygodnymi dla mojego ucha” – co to znaczy? dlaczego? wypadają? uwierają?
5/co to jest ’sybiliazacja’ w A3?
6/seria J jest najbardziej zbliżona budową do ep630 i cx300 czy wygoda i izolacja jest podobna? a jak wygląda porównanie seriiJ do cx300 jeśli chodzi o dźwięk
zapraszam do zadania tego pytania na naszym forum – Audiohead.pl/forum
[...] wreczajacemu prezent Super sluchawki, fajny bas, nieplaczacy sie kabel, pelna recenzja tutaj: Recenzja nowych słuchawek Jays! | Audiohead 120pln z przesylka w cenie lub odbiorem w warszawie Komputer: MBP Uni 15,4 2,8C2D | [...]